Kilka mitów na temat broni białej

by Sebastian Dziadzio

Broń do walki wręcz towarzyszy nam w życiu codziennym dużo rzadziej niż przed stuleciami, jednak aż nazbyt często pojawia się w grach komputerowych, powieściach, komiksach czy filmach. Autorzy tychże mają często swobodny stosunek do wiedzy archeologów i bronioznawców, czasem poszerzając swoją ignorancję o prawa fizyki i zdrowy rozsądek. To specyficzne rozumienie licencji poetyckiej jest przyczyną wielu mitów i nieporozumień, które narosły wobec białej broni. Mam nadzieję, że część z nich uda mi się obalić w tym artykule.

1. Efekt miecza świetlnego

Wyobraźcie sobie, że jesteście zamożnym piętnastowiecznym arystokratą. Nie podzielacie entuzjazmu innych rycerzy na temat bitewnej chwały i wolelibyście nie mieć okazji do ćwiczenia ars moriendi w praktyce. Postanawiacie więc wydać niemałą fortunę i sprowadzić z Mediolanu doskonałą zbroję płytową. Przed bitwą spędzacie kilkadziesiąt minut w pit-stopie, podczas gdy giermkowie wkładają na Was trzydzieści kilogramów stali.  Wsiadacie na równie opancerzonego konia, ruszacie do bitwy i zostajecie natychmiast poćwiartowani przez zgraję oderwanych od pługa chłopów. Nie brzmi to zbyt sensownie, prawda? Jednak jest to jedno z najpowszechniejszych błędnych przekonań dotyczących skuteczności broni białej.

Postawmy sprawę jasno: zbroi nie da się przeciąć. Kropka. Zbroja powstała i ewoluowała przez wieki, bo ktoś kiedyś pomyślał „byłoby świetnie, gdyby nasi żołnierze nie umierali za każdym razem, gdy ktoś uderzy ich ostrym przedmiotem”. Gdyby efekty noszenia zbroi ograniczały się do zwiększenie ryzyka udaru cieplnego, zawężenia swobody ruchów i pola widzenia oraz debetu na koncie, rycerze walczyliby w bieliźnie. Pełna zbroja płytowa była całkowicie odporna na cięcia, dawała niezłą ochronę przed bronią obuchową (dzięki starannemu wytłumieniu), w większości wypadków chroniła również przed strzałami z łuku. Była podatna jedynie na atak kopią lub strzał z ciężkiej kuszy.

„No dobrze, spryciarzu, ale jako przykład podałeś najlepszy rodzaj zbroi, jaki powstał. Miecze radziły sobie z lżejszym  odmianami, prawda?”

Nie. Kolczugi z przeszywanicami, zbroje z grubej skóry, pancerze łuskowe a nawet chińskie zbroje zrobione z wielu warstw laminowanego papieru zapewniały skuteczną ochronę przed cięciami. Dlatego na polach bitewnych tak chętnie używano broni drzewcowej czy obuchowej. Włócznie, gizarmy, partyzany, berdysze itp. były skuteczne nawet przeciwko cięższym pancerzom, nie wymagały specjalnego przeszkolenia oraz – co istotne – „wszystko działo się na drugim końcu, który był dość daleko”. 

2. Zbrocze

Po angielsku ten element ostrza bywa niepoprawnie określany jako „blood grove”, co jest nazwą jeszcze bardziej sugestywną od polskiej. To szerokie wgłębienie wzdłuż klingi nie powstało jednak, wbrew powszechnemu mniemaniu, aby ułatwić spływanie krwi. Jest to element o charakterze czysto technologicznym. Aby zrozumieć, po co je stosowano, potrzebujemy krótkiego kursu z zakresu wytrzymałości konstrukcji. Wyobraźmy sobie belkę o prostokątnym przekroju, którą próbujemy zgiąć:

Na ilustracji widzimy, że zginanie to tak naprawdę połączenie ściskania dolnej części i rozciągania górnej. Możemy również zauważyć, że naprężenia rosną liniowo wraz z odległością od płaszczyzny symetrii. Skoro na środku (w pobliżu tak zwanej płaszczyzny neutralnej) naprężenia są najmniejsze, możemy bezkarnie uszczknąć stamtąd trochę materiału. W ten sposób otrzymamy belkę o identycznej sztywności i dużo mniejszej masie. Właśnie dlatego elementy nośne konstrukcji mają często kształt dwuteowników. Ponieważ zależy nam na minimalizacji masy broni, ale nie chcemy robić tego kosztem obniżonej sztywności, dodanie zbrocza w klindze jest bardzo korzystnym zabiegiem.

3. Katana

Najwspanialsza broń biała jaką kiedykolwiek stworzono. Wykonywana z doskonałej jakości stali, uszlachetnianej technikami znanymi tylko japońskim kowalom i bijąca na głowę wszystkie wytwory europejskich mieczników. Zdolna przeciąć na pół kwiat lotosu płynący strumieniem, jedwabną chustę niesioną podmuchem wiatru czy pechowego wieśniaka. Zagorzałych fanów samurajskich mieczy zachęcam do przerwania lektury w tym momencie i zainteresowania się następnym punktem. Prawda jest okrutna i przedstawia się następująco: katany to stosunkowo prymitywna broń, wykonywana z nienajlepszej stali przez najbardziej zachowawczych rzemieślników w historii.

Byłoby w dobrym tonie uargumentować tak radykalną opinię. Zacznijmy od historii. Może być zaskakujące, że katana w formie przypominającej egzemplarze znane z kultury masowej pojawiła się dopiero pod koniec okresu Muromachi (Ashikaga), który trwał od XIV do XVI wieku! Co było wcześniej? Przed X wiekiem dominowały miecze o prostej głowni  (jap. Chokutō – prosty miecz), oparte na dokonaniach chińskich mieczników z Epoki Trzech Królestw (II wiek). Na okres od X do XVI wieku przypada powstanie, rozwój i stopniowy zanik mieczy Tachi. Podczas dwóch wielkich inwazji mongolskich w XIII wieku Japończycy mieli rzadką okazję zmierzyć się z zewnętrznym wrogiem. Rezultaty były miażdżące – Mongołowie mieli przewagę taktyczną, technologiczną i liczebną oraz zupełny brak zahamowań, tak skwitowany przez anonima w dziele Hachiman Gudōkun:

Zgodnie z naszym sposobem walki musimy najpierw wywołać po imieniu kogoś z szeregu nieprzyjaciół a następnie zmierzyć się z nim w pojedynku. Mongołowie nie zważali jednak na takie konwencje. Szarżowali wspólnie w wielkiej masie, chwytając każdego w zasięgu i mordując. 

Kraj Kwitnącej Wiśni dwukrotnie został uratowany przez naturę. W 1274 roku burza zmusiła zwycięskie siły mongolskie do wycofania się na statki i odpłynięcia. Podczas drugiej inwazji siedem lat później, Japończycy byli już przygotowani – wznieśli Genkō Bōrui, czyli kamienny mur o długości dwudziestu kilometrów. W serii potyczek udało się zepchnąć przeważające siły mongolsko-chińskie na wybrzeże. Tym razem deus ex machina przyjął formę tajfunu, nazwanego później boskim wiatrem (jap. kamikaze):

To bardzo ciekawe, ale gdzie w tym wszystkim katany? Spieszę z wyjaśnieniami: oprócz nieuzasadnionego przekonania o swojej niezwyciężoności, Japończycy wynieśli z opisanych wyżej wojen ważne doświadczenie, które brzmiało następująco: „Mongołów jest trudno przeciąć a nasze Tachi za szybko się niszczą”. Wynikiem tego spostrzeżenia była niezwykle radykalna modyfikacja formy japońskiego miecza. Była to zmiana gwałtowna jak gniew buddysty, prawdziwy przewrót kopernikański japońskiej sztuki mieczniczej: zaczęto mocować broń do góry nogami! Oprócz tego Uchigatana, czyli nowy typ miecza był nieco cięższy, krótszy i szerszy. Jednak dla niewprawnego oka wygląda po prostu jak odwrócone Tachi. Nowa broń z założenia przeznaczona była do walki pieszej, ale dalej uważano, że niewielki jelec tarczkowy da wystarczającą ochronę dłoni, głowica jest zbędną fanaberią a dla zwiększenia skuteczności wystarczy „zwiększyć masę”. To właśnie miałem na myśli pisząc o niebywałym konserwatyzmie rzemieślników w Kraju Wschodzącego Słońca. Zbiorcze zestawienie tysiąca lat rozwoju japońskich mieczy wygląda jak folder handlowy Apple’a: wszystkie modele są piękne, minimalistyczne i dokładnie takie same. W państwach Europy w tym samym przedziale czasowym powstały setki rodzajów mieczy, które z czasem przekształciły się w rapiery, by wreszcie stać się szpadami. Równolegle rozwijały się szable oraz dziesiątki innych broni tak różnorodnych, że wymykają się klasyfikacjom. Tymczasem forma katany pozostała niezmieniona (czytaj: nie ulepszana) przez dobre kilka wieków.

Kolejnym mitem jest unikatowość procesu technologicznego zastosowanego przy wytwarzaniu samurajskich mieczy. Pomysł łączenia ze sobą warstw stali o różnych zawartościach węgla w celu poprawy właściwości wytrzymałościowych ostrza był znany Celtom (tak zwany dziwer lub damast zgrzewany) już w VII wieku przed Chrystusem! Do Japonii dotarł z Chin dopiero za czasów dynastii Tang (około VIII-X wieku naszej ery). Selektywne hartowanie również było sztuczką znaną w Europie i Azji. Podobnym nieporozumieniem jest jakość japońskiej stali. Była ona wytwarzana z piasku żelazistego co skutkowało otrzymaniem stopów o różnej zawartości węgla. Opisane wyżej techniki stanowiły właśnie sposób radzenia sobie z tą sytuacją: rdzeń wykuwano z bardziej sprężystej stali, natomiast zewnętrzną część wytwarzano z twardszej i bardziej kruchej stali wysokowęglowej. Kilkukrotne składanie i ponowne zgrzewanie pomagało wyeliminować defekty i ujednolicić materiał poprzez równomierne rozłożenie dodatków w osnowie.

Dlaczego więc katana była podstawową bronią samurajów – japońskiej kasty wojowników? Odpowiedź może wydać się zaskakująca: nie była. Pierwotną bronią tych wojowników był długi łuk o asymetrycznej konstrukcji pozwalającej na strzelanie z siodła. W późniejszym okresie, gdy samurajowie zeszli z koni, chętnie sięgali po broń drzewcową (naginata, yari) oraz obuchową (kanabō, jutte). Miecz był symbolem kasty i statusu, elementem tradycji i ceremoniału,  jednak nie stanowił najważniejszego elementu wyposażenia w warunkach bojowych.

Podsumowując: katany nie były ani ponadprzeciętnie skutecznie, ani wyjątkowo wytrzymałe. Niewątpliwie mają w sobie piękno i egzotyczny urok, ale pod względem formy są raczej toporne i nie umywają się do różnorodnych typów broni europejskiej. Były bronią stworzoną do określonego celu (walka w zbroi z pojedynczym przeciwnikiem, często słabo uzbrojonym), nie musiały więc rozwinąć ani rozbudowanej ochrony dłoni, ani innych elementów charakterystycznej dla broni naszego kręgu kulturowego. Japonia była przez wieki krajem odizolowanym, większość konfliktów miała wewnętrzny charakter a realia pól bitewnych przez setki lat pozostawały niezmienione. Nic więc dziwnego, że ewolucja uzbrojenia aż do XIX wieku zachodziła w bardzo powolnym tempie. Bogata symbolika i rozbudowany ceremoniał związany z tą bronią i jej wytwarzaniem przemawia do wyobraźni, ale jest również źródłem wielu mitów. Podobnie jak samurajowie byli ludźmi (często skłonnymi do oszustw, morderstw i innych niegodziwości) a nie bezwzględnie honorowymi wojownikami niezwyciężonymi w walce, tak samo katana to zwykły miecz o prostej budowie a nie mityczny oręż zdolny przecinać lufy karabinów (legenda często powtarzana w kontekście walk na Pacyfiku podczas II Wojny Światowej).

4. Efekty specjalne

Z bronią białą w popkulturze jest jak z kosmicznymi bitwami w Gwiezdnych Wojnach: wiemy, że dźwięków i płomieni nie powinno być, ale jednocześnie ich oczekujemy. Angielski poeta Samuel Coleridge określił to zjawisko zgrabnym terminem „willing suspension of disbelief”, czyli „chcące (dobrowolne) zawieszenie niewiary”. Współczesna wersja to „the rule of cool”, zdefiniowana następująco:

The limit of the willing suspension of disbelief for a given element is directly proportional to the element’s awesomeness.

Dlatego właśnie czytając niektóre książki skazani jesteśmy na kwiatki w rodzaju „świszczących zamachów” i „metalicznych dźwięków miecza wyciąganego z pochwy”, natomiast obowiązkowym elementem filmowych pojedynków jest deszcz iskier. Jak jest naprawdę? Z akustycznego punktu widzenia, walka na miecze jest mało efektowna.  Wywijając półtorakilogramową sztabą można wygenerować co najwyżej cichy szum, a i to jest raczej trudne. Rapierem czy szpadą można było uzyskać  lepszy efekt, jednak są to bronie głównie kolne, więc „świszczące cięcia” nie miały racji bytu (patrz: punkt piąty). Może chociaż wyciąganie broni z pochwy skutkuje tym wspaniałym dźwiękiem, który niektórzy z nas imitowali w dzieciństwie tuż przed okładaniem ulubionym patykiem kolegów z podwórka? Niestety. Pochwy wykonywane były najczęściej z drewna czy skóry, więc wyciąganie oręża odbywało się prawie bezszelestnie, z wyjątkiem tych rzadkich przypadków, kiedy pod wpływem drgań wzbudzonych procedurą dobywania, klinga zmieniała się w wielki kamerton. Kolejnym ciekawym zagraniem, popularnym zwłaszcza wśród czarnych charakterów, jest widowiskowe tępienie ostrza poprzez przesuwanie nim po chropowatej powierzchni. Sztuczka ta oprócz efektów dźwiękowych zawiera również wizualne (w postaci fontanny iskier). Po raz kolejny muszę Was rozczarować: walka na broń białą to nie jest pokaz typu „światło i dźwięk”. Iskry, owszem, zdarzają się, ale raczej przypominają odwijanie taśmy izolacyjnej w ciemności niż pojedynek na spawarki.

5. Każda broń jest sieczna

Oglądając filmy czy grając w gry komputerowe można odnieść wrażenie, że jedyną akcją ofensywną, jaką dysponują walczący niezależnie od broni, jest potężne cięcie. Pchnięcia, jako ruchy z konieczności oszczędne zapewne nie prezentują się zbyt dobrze na ekranie, ale trzeba pamiętać, że w rzeczywistości były często dużo groźniejszą formą ataku. Filigranowa XVIII wieczna szpada wygląda niepozornie w porównaniu z mieczem czy cięższą szablą, ale w rzeczywistości była narzędziem niezwykle zabójczym. Ze względu na niewielką wagę, możliwe było bardzo precyzyjne prowadzenie broni przy minimalnym nakładzie sił. Dodajmy do tego bardzo dużą zdolność penetrującą nawet najlżejszych pchnięć i stanie się jasne, dlaczego wiele pojedynków szpadowych kończyło się tak:

Głęboka rana kłuta oznaczała wówczas najczęściej śmierć na skutek wewnętrznego krwotoku lub wylewu, uszkodzenia ważnych organów czy  zakażenia. Starcia na szable rzadziej kończyły się śmiercią, jednak adwersarze często wychodzili z nich poważnie okaleczeni. Jak pisał w XVIII wieku Jędrzej Kitowicz:

Szablą jeden drugiemu obciął rękę, wyciął gębę, zranił głowę, krew zatem dobytą z adwersarza tamowała zawziętość.

Nie dziwi zatem fakt, że niektóre portrety z epoki wyglądały następująco:

 

Advertisements